#NieLubieKolejek


Nie lubię kolejek. Tłumów. Zgiełku. Przepychania się w tramwaju, pociągu, autobusie. A zwłaszcza  nie lubię, kiedy stanowisko na siłowni jest zajęte i nie ma już wolnej sztangi.

W dniu dzisiejszym udało mi się udać na basen. Uwielbiam pływanie. Jest to jedyny sport, przy którym nie dam rady słuchać audiobooków czy muzyki. Jest czas na przemyślenia. Stąd i dzisiejsze :)

Taka sytuacja: jest niedziela, a mi udało się zebrać dopiero popołudniu. "Szczyt sezonu". 3 z 4 torów zajęte (przez głośne dzieciaki), a na jedynym wolnym: ja i kupa innych osób. Był tam między innymi pan delfin ("z drogi śledzie delfin jedzie") oraz pani hmn... nie wiem do jakiego zwierzęcia porównać, kogoś kto pływa bardzo wolno na plecach. Wiecie o co chodzi.

O właśnie tak pływała towarzyszka na tym samym torze.

Etat powoduje, że nasz czas na aktywności poza-pracowe jest bardzo ograniczony. Generalnie czas mamy od 6 do 9 rano (ale nie dla lubiących pospać) oraz wieczorem. Plus weekendy.

Jakie są tego konsekwencje? Ano takie, że wiele popularnych miejsc, jest w tym czasie oblegane. Google udostępnia wykresy przedstawiające popularność różnych placówek. Dla przykładu Wodny Park w Warszawie:

Największy ruch w godzinach nieetatowych. Czy mogło być inaczej?

Tak samo jest z ruchem na ulicy, kolejkami w sklepie, czy ilością ludzi na siłowni.

Do tej pory udawało mi się omijać "szczytowe godziny" budząc się wcześnie rano. Jest to znakomite rozwiązanie. Wizyta na siłowni czy basenie przed pracą daje niezłego kopa na resztę dnia (euforia biegacza) oraz poczucie osiągnięcia czegoś z samego rana.

Nie ma jednak róży bez kolców. Trzeba wstać rano. Jakby tego było mało, to zauważyłem (o dziwo!), że nie tylko ja odkryłem poranne godziny, ale także stopniowo zwiększające się grono fanów sportów. Często są to osoby świetnie wysportowane, przy których, aż głupio się pojawić na siłowni :P No i klatka (squat rack) jest cały czas zajęta. Nie lubię tego.

Zajęte sprzęty spowodowały, że zacząłem poznawać alternatywy dla różnych ćwiczeń, które wykonywałem. Gryf do martwego ciągu zajęty? To robimy martwy ciąg na jednej nodze. Klatka do przysiadów zajęta? No to dzisiaj pistolety. Mocno polecam przygotowanie sobie wcześniej takiego zestawu zastępczego.

A gdy nie ma dostępu do żadnych sprzętów ani siłowni? Pozostaje Nagi Wojownik.

Odkąd jestem tatą wstawanie wcześnie rano stało się... problematyczne.

Skoro godziny ranne i wieczorne (przez tłum) odpadają to pozostaje jeszcze środek dnia. Aktualnie kiedy koledzy wychodzą na obiad ja pędzę na siłownie. Pozwala to oderwać się nieco od pracy. Często wpadam podczas takiej przerwy na różne pomysły  i wracam do pracy z dużo lepszym humorem. Minusy? Nie zawsze uda się oderwać od zadań: spotkania, terminy, itd.

Zawsze pozostaje też bieganie! (Jazda na rowerze również.) O ile nie zależy nam na bieżni (hehe, zawsze zajęta) to na wolnym powietrzu zawsze jest miejsce. O każdej porze, każdego dnia. Lubię bieganie :)

...a gdyby tak zawsze można było korzystać z basenu poza godzinami szczytu? Na siłownie chodzić kiedy jest tam najmniej osób. Z komunikacji miejskiej korzystać, gdy już wszyscy są w pracy. Do spożywczaka chodzić. gdy jest tam tylko pani ekspedientka. Jest to nie tylko o wiele wygodniejsze, ale i oszczędne. Basen jest tańszy, kiedy nikt na niego nie chodzi. Okresowe bilety na komunikacje ważne od godziny 9 są tańsze (za granicą często takie są dostępne). Takie możliwości daje nam wolność finansowa. Kolejny powód dla którego warto.

Jakieś inne pomysły na hakowanie godzin szczytu? Chętnie poznam i przetestuje.

Kowal Własnego Losu

Komentarze