Jak odzyskałem godzinę dziennie


Dieta informacyjna. Drastyczne odcięcie się od świata. Życie pustelnika. Brzmi świetnie, ale co zrobić, jeżeli mimo wszystko, chciałoby się zachować jakiś kontakt z rzeczywistością?


Czas jest zasobem nie do odzyskania. A to jak go spożytkujemy ma wpływ na cale nasze życie. 30 minut rano na Onecie, 20 na Facebooku przy drugim śniadaniu, później kolejne 20 minut na Onecie, 5 minutowe sprawdzanie poczty co godzinę.. i tak nie ma już czasu na siłownie, własny projekt, czy nawet posiłek z rodzina.

Na ratunek przychodzi dieta informacyjna. Oznacza ona ograniczenie (lub całkowite wyrzeczenie się) dostępu do informacji, która do nas dociera. Większość informacji, którymi codziennie jesteśmy bombardowani jest od nas niezależna (nic z tym nie możemy zrobić), w żaden sposób nie wpłynie na nasze życie (wypadek gdzieś tam za miedzą - smutne, ale czy muszę o tym wiedzieć?), jest negatywna i nie oddaje obrazu rzeczywistości (bo wiadomio, że złe wiadomości są chętniej czytane).

Biorąc pod uwagę powyższe najlepiej byłoby się zupełnie odciąć od 'newsów'. Tutaj jednak (w moim  przypadku) na drodze stoi ciekawość - raz na jakiś czas dzieje się coś interesującego, ważnego i nie chcę tego przegapić. Takie FOMO (=Fear of Missing Out) z którym walczę.

Tim Ferris w "4-godzinnym tygodniu pracy" polecał czytanie nagłówków gazet w drodze do pracy. Jeżeli tylko czekasz rano na przystanku koło kiosku, obejrzyj okładkę na wystawie, im większa czcionka tym ważniejszy news ;)

Dla mnie ta metoda nie działa z kilku powodów:
  • do pracy jeżdżę na rowerze
  • prasa na około jest po niemiecku
  • nagłówki mają być chwytne i często nie zdradzają najważniejszego faktu
  • tematy nie są dopasowane do moich zainteresowań

Rozwiązaniem tego problemu okazał się dla mnie Google News. Usługa ta agreguje nagłówki z wielu serwisów, pozwalając filtrować je według własnych upodobań. No i działa również po polsku ;)

Główna strona Google News
Zgodnie z trendem filtrowanie nie polega już na wypełnianiu formularza z pytaniami typu: "wybierz tematy, które Cię interesują", "czy chcesz otrzymywać informację o Elonu Musk", itd. Wszystkim zajmuję się uczenie maszynowe, dlatego teraz oznaczamy czy informacja nam się podoba czy nie:



Zakładam, że algorytm się uczy również bazując na naszych klikach. Klikając w jakiś artykuł sami wyrażamy zainteresowanie.

Najważniejsza zasada: Nie klikamy na artykuły. Nie chcemy tracić czasu na czytanie pełnej informacji, komentarzy itd. Najważniejsze fakty poznamy w inny sposób...

Pojedynczy nagłówek nigdy nie oddaje całej ważnej treści, ale zestawienie ich z wieloma innymi... Zobaczcie sami:

Nagłówek 1:


Ola Boga, sam jestem klientem sieci Play, pewnie trzeba przeczytać... ale zobaczmy resztę nagłówków:


...eee czyli nie ma się czym przejmować.

Nagłówek 2:



Tym razem i tak bym nie przeczytał, ale w sumie ciekawe gdzie i jak to się stało:


...no i już wszystko wiadomo.

To są tylko przykłady z dzisiaj, a dobranie ich zajęło mi może 3 minuty. Kombinacja nagłówków jest skuteczna wg mojego doświadczenia w 99%.

A co z pozostałym 1%? Ale przecież czasami warto więcej poczytać Kowalu! A jak tak bez komentarzy? itd. Wszystko to szum, na który szkoda czasu. Ponadto taki brak pełnej wiedzy to dobry temat na rozmowe z kolegami: "Coś tam słyszałem Panie Wiesiu o GetBacku, ale nie znam szczegółów" i już kolega Wiesiu jest w siódmym niebie, mogąc nam opowiedzieć historię.

Taki sposób czytania informacji zajmuje mi 2 czy 3 minuty.

Żeby można było tak blogi czytać... ;)

Comments